Opisując model Atlantic Worldmaster 1888 „Lusso” Open Heart, wspomniałem o zegarku Atlantic Seashark i obiecałem, że napiszę o historii mojej trudnej miłości do niego. Oto ta historia 😉

Był rok 2002, zbliżały się święta Bożego Narodzenia, a ja szukałem usilnie zegarka mechanicznego, który miał być moim prezentem gwiazdkowym. Znalazłem, Atlantic Worldmaster PRIMA z połowy lat 50., od którego zaczęła się moja przygoda z zegarkami Atlantic, trwająca do dziś. Zegarek ten, nie wyglądał na pewno tak, jak opisywany dziś model Atlantic Seashark. Dlaczego? Po prostu wtedy moim wyobrażeniem „prawdziwego zegarka”, był zegarek mechaniczny o klasycznym wyglądzie, płaski i ascetyczny, oczywiście na skórzanym pasku, a nie na jakiejś topornej bransolecie.

Mijały lata, poznawałem historię zegarmistrzostwa, dużo czytałem, a w międzyczasie zgłębiałem historię marki Atlantic, dzięki zbieranym namiętnie zdjęciom, których do chwili obecnej zgromadziłem kilka tysięcy. Tak oto nadszedł rok 2008, niezwykle ważny tak dla mnie, jak również dla marki Atlantic. Dla mnie, ponieważ właśnie w tym roku „odnalazł” mnie brand manager marki Atlantic, z którym zacząłem współpracować, dzięki czemu jeszcze w listopadzie tegoż roku, ukazała się pierwsza, skromna książeczka, opowiadająca moją historię marki Atlantic. Dla marki okres to niezwykle istotny, ponieważ właśnie w tym roku przedstawiono szerszej publiczności niezwykły zegarek, czyli replikę Worldmaster 1888. Według mnie, to prawdziwy krok milowy w historii firmy Atlantic, o którym warto pamiętać.

Moja współpraca z firmą Atlantic kwitła w najlepsze. W 2009 roku napisałem najobszerniejsze opracowanie, dotyczące zegarków tej marki (dostępne na stronie www.atlantic.helwecja.com/ksiazka), stanowiące bazę do kolejnej wersji książeczki o historii marki, która swoją premierę miała na targach w Bazylei w roku kolejnym, czyli 2010. W tym samym roku, uczestniczyłem w corocznej konwencji Atlantic, zorganizowanej w przytulnym Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Tak oto, zbliżamy się powoli do mojego pierwszego spotkania z modelem Seashark, a w zasadzie z modelem Blackshark, czyli Seashark w czarnej powłoce PVD, który to model nosił ówczesny CEO marki. Warto wspomnieć, że owocem rozmowy z nim, jest model The Original, o którego wyprodukowanie walczyłem jak lew, ale po kilku latach udało się i jest! To pierwszy zegarek Atlantic z archiwalnym logotypem, o czym warto pamiętać. Nie o nim jednak miało być. Pamiętam, że gdy sympatyczny Szwajcar zdjął swój zegarek i położył go na stole, zapytałem go wtedy bez namysłu, czy naprawdę podoba mu się ten zegarek? Po latach zdałem sobie sprawę, że nie było to raczej pytanie na miejscu, bo czy CEO Atlantic, miałby odpowiedzieć inaczej, niż tak, jak odpowiedział, czyli twierdząco? 😉 Nie, mnie ten zegarek nie podobał się zupełnie! Co za kształt, co za indeksy dla niedowidzących, co za obrzydliwe wypukłe szkło i jeszcze ta bransoleta z jakimiś „odpustowymi” elementami! Brr… Takie to było moje pierwsze spotkanie z rekinkiem, jak „pieszczotliwie” nazywamy ten model, bo przecież „shark”, to nic innego, jak rekin.

Aż tu nagle… trach! Trafiło mnie tak, że ścięło mnie niemal z nóg. Zaczęło się wertowanie katalogów Atlantic i spędzanie dłuższych chwil na patrzeniu na strony z modelem Seashark. Pomarańczowy – piękny!, czarny – piękny!, czarny z pomarańczowym bezelem – piękny!, granatowy –  cudowny! A do tego te niesamowite fale na tarczy. Patrząc z perspektywy czasu, zdałem sobie sprawę z tego, że nie ma drugiego zegarka Atlantic w mojej skromnej kolekcji, którego pragnąłem bardziej, niż właśnie rekinka. Co więcej, gdybym naprawdę musiał, mógłbym pozbyć się wszystkich innych moich zegarków, ale nie jego! Co z tego, że Atlantic Worldmaster Chronograph Valjoux niemal dwukrotnie droższy, skoro to nie on jest tym zegarkiem, który na początku znienawidzony, stał się obiektem westchnień. To była trudna miłość, bo nie od pierwszego wejrzenia, ale za to pomimo upływu lat, ciągle z przyjemnością zerkam na ten zegarek. Co takiego stało się, że właśnie on zwrócił moją uwagę?

Dojrzałem, tak, to chyba najlepsze określenie tego, co we mnie zaszło. Wszystko zaczęło się od klasycznego modelu Atlantic Worldmaster PRIMA, więc dalej jakoś już tak poszło, że wszystko, co klasyczne, wydawało się mi piękne. Replika Atlantic Worldmaster 1888 – piękna, bo klasyczna, choć do dziś uważam, że okienko datownika zbędne i wepchnięte nieco na siłę. Kolejne modele z linii Worldmaster 1888 – piękne, bo klasyczne, z niezwykle urodziwą kopertą o miękkich kształtach. Atlantic Worldmaster Art Deco – zawsze piękny, bo klasyczny, ponadczasowy. Atlanitc Worldmaster Chronograph Valjoux – cóż, zegarek jak dla mnie „techniczny”, ale za to z klasycznym mechanizmem ETA/Valjoux 7750, znanym wszystkim tym, którzy choć trochę interesują się zegarmistrzostwem. Wszystkie te zegarki, to dowód bardzo dobrej jakości i dbałości o detale. Jednak niedoścignionym mistrzem detali, jest dla mnie właśnie model Atlantic Seashark! Chcecie dowodów? Oto i one…

Na pierwszy rzut oka… dziwoląg, Frankenstein bez ładu i składu, ale to tylko pozory, którym i ja dałem się zwieźć. Każdy detal zaprojektowano z dbałością o najmniejszy szczegół, więc nie ma tu mowy o przypadku. Nic nie drapie, nic nie szarpie, jest jedynie niepojęta przyjemność obcowania z gładką stalą, którą wypolerowano na wiele sposobów.

Czy wypukłe szafirowe szkło, to naprawdę coś złego? Wręcz przeciwnie! Żaden inny zegarek nie daje mi tyle radości, ile właśnie ten model, kiedy napawam się widokiem fantastycznych zniekształceń, wywoływanych przez to szkło. Ot, „gupie” zabawy Czasoholika 😉

A co powiecie na bezel, który od frontu przywodzi na myśl tarczę hamulcową? Jest moc, prawda? A to tylko początek niuansów, bo przecież…

No właśnie, krawędź boczną tegoż samego bezelu, wypolerowano na błysk. Czyż nie wygląda to fantastycznie w zestawieniu ze zmatowioną krawędzią koperty? Jednak to nadal nie koniec!

Oto i one, słynne zęby rekina, które lśnią w pełnej krasie! Kolejne piękne refleksy i zakrzywianie rzeczywistości. Rewelacja z pazurem, a w zasadzie z kłem! 😉

A co powiecie na dość nietypowy kształt koperty i łączenie z bransoletą? Tu wszystko musi pasować, bo nawet bransoleta, to naprawdę skomplikowany mechanizm. Dodam tylko, że bezel pracuje bezbłędnie i obraca się ani za lekko, ani za ciężko, ale za to bez jakichkolwiek luzów, na każdym ze 120 klików, czego nie mogę powiedzieć o zegarkach innych firm, kosztujących 4.000zł i więcej.

 

Ciekaw jestem, czy patrzyliście kiedykolwiek w taki sposób na zegarek? Cóż, my Czasoholicy, widzimy to nieco inaczej, ale uwierzcie mi, nie zawsze jest nam z tym dobrze 😉

P.S.  Jeżeli nabraliście ochoty na ten model, to muszę Was zmartwić, bo nie jest on dostępny, a kilku szczęśliwców, których można policzyć na palcach jednej ręki, to członkowie największej w Polsce grupy zegarkowej „Czasoholicy”, do których i ja z dumą należę. Trzy rekinki miały już okazję spotkać się, czego dowodem jest poniższe zdjęcie 😉