Opisując model Atlantic Seashark, wspomniałem o mojej współpracy z firmą Atlantic i pewnym spotkaniu, do którego doszło w listopadzie 2010 roku, podczas corocznej konwencji Atlantic, zorganizowanej w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Tam właśnie, podczas długiej dyskusji z ówczesnym CEO marki Atlantic, zaproponowałem wyprodukowanie modelu z archiwalnym logotypem.

Pojawienie się takiego modelu w ofercie marki, było od dawna moim marzeniem. Najważniejsze, że ziarno padło na właściwy grunt i zaczęło kiełkować, choć nieco to trwało. Prace ruszyły na dobre w lutym 2011 roku, w efekcie czego zostałem poproszony o wybranie kilku modeli, z których można było wybrać przynajmniej jeden, a że dysponowałem bazą kilku tysięcy zdjęć, to było w czym wybierać. Zaczęło się od wybrania listy TOP 30, a skończyło się na liście TOP 5. Wśród tej piątki był taki oto model (w następnych latach pojawiły się również kolejne repliki, choć może niewielu zdaje sobie z tego sprawę):

W 2013 roku z okazji 125 rocznicy istnienia firmy, na rynku pojawił się model Atlantic Worldmaster „The Original”! Celem powyższego wstępu jest uświadomienie, że po pierwsze, mamy do czynienia z pierwszym modelem marki Atlantic z archiwalnym logotypem, a po drugie, że warto walczyć o marzenia i dążyć niezłomnie do ich realizacji, ponieważ naprawdę niezwykłym przeżyciem jest możliwość spojrzenia na zegarek Atlantic i powiedzenia sobie „A jednak udało się!” 😉 Radość jest tym większa, gdy taki właśnie model wzbogaca prywatną kolekcję, a jednocześnie na rynku staje się czymś poszukiwanym i niemal nieosiągalnym, zwłaszcza gdy mówimy o wersji limitowanej, której próżno już szukać w oficjalnym obiegu. Na szczęście, firma Atlantic zdecydowała się na wyprodukowanie wersji nielimitowanej, która choć niemal identyczna, to jednak różni się pewnymi detalami od wersji limitowanej, o czym opowiem w dalszej części. O takim właśnie modelu, traktuje niniejsza recenzja nieco młodszego brata. A zatem po kolei…

Testowany egzemplarz, dostarczony został w dedykowanym pudełku, które należy uznać za opakowanie standardowe, co nie znaczy, że jest to opakowanie kiepskiej jakości.

Pierwsze spojrzenie na zegarek, budzi bardzo pozytywne odczucia, ale jakież miałyby one być, skoro mamy do czynienia z piękną repliką zegarka sprzed ponad 60 lat. Zegarek jest po prostu ładny i tak naprawdę trudno jest przyczepić się do czegokolwiek. Czyżby syndrom rodzica, któremu trudno mówić źle o własnym dziecku? Być może, ale oceńcie sami, czy nie jest to piękne dziecko? 😉

Jak to zazwyczaj bywa w przypadku zegarków Atlantic, żadne zdjęcia nie oddadzą tego, co zegarki te przedstawiają sobą na żywo, zwłaszcza gdy zdjęć nie robi profesjonalista. Niezwykle trudno jest uchwycić w tym zegarku ciekawą barwę, widocznego na tarczy ringu, który jest w kolorze głębokiego fioletu, ale nawet w rzeczywistości wydaje się być po prostu czarny i trzeba naprawdę dokładnie przyjrzeć się, aby dostrzec, że nie jest to jednak czerń. Kolor ringu, to niemal znak rozpoznawczy tego właśnie modelu, ale powtarzam raz jeszcze, że warto przyjrzeć się mu na żywo.

Na uwagę zasługuje fakt, że w replice zdecydowano się na aplikowane indeksy w złotym kolorze, nawiązujące do koloru wskazówek. Trójwymiarowość indeksów prezentuje się naprawdę ciekawie, dzięki czemu zegarek sporo zyskuje. Jeżeli chodzi o same wskazówki, to ich kształt oddano dość wiernie, bo widoczne są nawet „żądła osy”, jak zwykłem mówić o tych spiczastych zakończeniach, natomiast zrezygnowano zupełnie z masy luminescencyjnej i szczerze mówiąc bardzo dobrze zwłaszcza, że jest to zegarek, którego nie nosi się raczej na co dzień.

Kolejnym elementem, zasługującym na uwagę, jest szafirowe (standard w przypadku zegarków marki Atlantic), ale co ważne, wypukłe szkło, nawiązujące kształtem do szkieł, montowanych w zegarkach w latach 50. Dodać należy, że koszt produkcji takiego szkła jest wyższy, aniżeli szkła płaskiego, ale wierne oddanie klimatu tamtych lat na pewno opłaciło się. Nie ukrywam, że lubię „bawić się” złudzeniami optycznymi, które zapewnia takie szkło, dzięki czemu można zupełnie bezpiecznie zatapiać tarczę w wirtualnej wodzie 😉

Nie można pozostać obojętnym na wiernie odtworzoną koronkę, którą nazywam (chyba nie tylko ja) „grzybkiem”. Zauważyć należy, że poza walorami czysto estetycznymi, jest to koronka bardzo wygodna w użytkowaniu, choć w przypadku modelu automatycznego, wykorzystanie jej sprowadza się w zasadzie do ustawiania czasu. Jedynym mankamentem jest fakt, że umieszczono na niej aktualny symbol marki i aż prosi się, aby znajdowała się na niej stylizowana litera „A”, ale trudno.

Zastosowany w modelu The Original mechanizm, to znana ETA 2824-2 z automatycznym naciągiem, której nikomu raczej przedstawiać nie trzeba. Mechanizm popularny, ale sprawdzony, dokładny i niezawodny, choć bez większych wodotrysków. Dzięki przeszklonemu deklowi, właściciel zegarka może podziwiać jego wnętrze oraz zdobienie wahnika w postaci pasków genewskich i szlifu słonecznego – niewiele, ale zawsze coś. Z praktycznego punktu widzenia, warto wspomnieć o funkcji stop-sekundy, która ułatwia dokładne ustawienie wskazań. Mechanizm nadal posiada moduł kalendarza, dzięki czemu o północy można usłyszeć dźwięk, związany ze zmianą daty, choć na tarczy jej nie zobaczymy i bardzo dobrze (w tym modelu, datownik uznałbym na pewno za błąd).

Jak już napisałem powyżej, tarcza została ozdobiona ręcznie nakładanymi, pozłacanymi indeksami w kształcie, który wiernie oddaje kształt indeksów modelu historycznego. Teoretycznie, replika wyglądałaby wierniej, gdyby nie były to indeksy aplikowane, ale czy nie jest przywilejem twórcy oryginału, wprowadzanie drobnych zmian do modelu, odtwarzanego po latach? Zbyt często oglądam na portalach aukcyjnych „dzieła” domorosłych „fachowców”, którzy starają się „wiernie” odtworzyć tarcze zegarków z lat 50., natomiast bardzo rzadko mogę powiedzieć, że efekt końcowy jest warty uwagi, choć niewątpliwie nabywców nie brakuje. Dlatego tym bardziej doceniam fakt, że marka Atlantic zastosowała w swojej replice indeksy aplikowane, co na dzień dobry odróżnia prawdziwą replikę od tego, co widuję na aukcjach. I jeszcze raz podkreślam, że słusznie nie zdecydowano się na umieszczenie okienka datownika, bo byłaby to niewątpliwie przesada i ewidentna niezgodność z modelem historycznym. Już raz popełniono ten „błąd” (replika Worldmaster 1888 z 2008) i wystarczy. Nie jest to bowiem zegarek codzienny (swój egzemplarz zakładam zwykle w niedzielę), a zatem brak datownika nie powinien stanowić problemu. Co więcej, datownik w zegarku noszonym od święta, to właśnie problem, bo jeżeli ktoś przykłada wagę do szczegółów (ja przykładam), to każdorazowo zmuszony byłby do właściwego ustawienia daty. Tu tego problemu nie ma i bardzo dobrze.

Prostota i czytelność przede wszystkim. Podobnie jak w modelu „Lusso Open Heart”, nawet napisy naniesiono na tyle optymalnym krojem czcionki, że tak naprawdę są, ale jakby ich nie było, dzięki czemu wskazania zegarka, a przede wszystkim sam zegarek, jest czytelny i przejrzysty. Warta podkreślenia jest barwa samej tarczy, bo nie jest to typowy kolor biały, a widoczny wyraźnie kolor ecru, co jeszcze mocniej nawiązuje do modelu historycznego. Pozłacane indeksy i wskazówki, ring w kolorze głębokiego fioletu oraz tarcza w kolorze ecru, to wszystko wyraźne znaki, że mamy do czynienia z modelem nietuzinkowym, bo takim niewątpliwie jest model „The Original”. W końcu jest to po części moje dziecko, więc nie może być inaczej 😉 Również koperta w dość wyraźny sposób nawiązuje do modelu historycznego i odróżnia ten model od innych modeli w ofercie marki Atlantic. Koperta w rozmiarze 42mm, to w dzisiejszych czasach rozmiar niemal idealny (przynajmniej dla mnie), choć jestem świadomy, że najnowsze trendy zmierzają znów do zmniejszania rozmiaru koperty. W moim przypadku, podstawową bolączką jest właśnie rozmiar zegarków z lat 50., których koperty są dla mnie po prostu za małe, przez co zegarki vintage nie wyglądają dobrze na moim nadgarstku. Tym bardziej cieszę się, że aktualnie produkowane przez firmę Atlantic repliki, trafiają w moje potrzeby.

Przy okazji, chciałbym pokazać mój prywatny egzemplarz limitowanego modelu Atlantic Worldmaster The Original, o numerze referencyjnym 53653 na mechanizmie ETA 2804 z ręcznym naciągiem. Wspominałem na początku, że modele te różnią się pewnymi niuansami i nie mam tu na myśli mechanizmu oraz widocznego na zdjęciu paska (wykonany na zamówienie, ale już powoli przymierzam się do kolejnej zmiany i mam nadzieję, że tym razem naprawdę na lepsze). Otóż model o numerze referencyjnym 53754, posiada na tarczy widoczny dość wyraźnie „krzyż”, którego nie posiada model o numerze referencyjnym 53653. Jest to w zasadzie jedyny mankament tarczy, ale to właśnie odróżnia model nielimitowany od wersji limitowanej. Nie jest to jednak na tyle wyraźny element, choć oczywiście widoczny, aby znacząco wpływał na ogólny odbiór zegarka.

Kolejną różnicą, widoczną po dokładniejszych oględzinach zegarków, jest mocowanie teleskopów. Otóż w modelu 53653, czyli w modelu limitowanym, uszy zostały nawiercone „na wylot”, jak to miało miejsce w modelu historycznym, a w modelu 53754 takiego wiercenia po prostu nie znajdziemy. Oczywiście, kwestią gustu jest to, który sposób jest „lepszy”, natomiast myślę, że docenić należy starania marki w wiernym odwzorowaniu modelu historycznego w przypadku wersji limitowanej, choć zapewne tak drobny szczegół mało kto zauważy, a jeszcze mniej osób doceni.

Ostatnią, zauważoną przeze mnie różnicą, jest sam pasek, a co za tym idzie, również zapięcie (na zdjęciach nie ma oryginalnego paska przy wersji limitowanej, ale zapięcie jak najbardziej). W modelu limitowanym, zapięcie jest naprawdę dużym i solidnym elementem, podczas gdy w wersji nielimitowanej, mamy do czynienia ze standardowym paskiem i zapięciem, któremu również nie można niczego zarzucić. Kiedy sięgnąłem do pudełka od zegarka, w którym trzymam oryginalny pasek, gruby i lakierowany, to doszedłem do wniosku, że jest to chyba jedyny element, który nie nawiązuje wiernie do modelu historycznego i osobiście skłaniałbym się właśnie do takiego paska, na jaki firma zdecydowała się w przypadku wersji nielimitowanej. Zwłaszcza zapięcie jest nieco przesadzone, jak na tak klasyczny model i już chyba wiem, że poza samym paskiem, również zapięcie zostanie zmienione przy najbliższej modyfikacji mojego egzemplarza.

A czy zwrócił ktoś uwagę na to, że mój egzemplarz nie posiada godziny „5”? Cóż, codziennie wstaję właśnie o 5:00, ale dla poprawy nastroju, u mnie i tak jest to godzina „6”, więc psychicznie czuję się znacznie lepiej 😉

Podsumowując, zegarek Atlantic Worldmaster The Original Automatic, to zegarek warty szczególnej uwagi, ze względu na fakt, że mamy do czynienia z repliką modelu z lat 50., w której wiernie odtworzono wszelkie detale, jak choćby: logotyp, wypukłe szkło, kształt indeksów, wskazówek i koronki. Podobnie, jak w opisywanym już przeze mnie modelu „Lusso Open Heart”, jest to jeden z niewielu modeli, w którym tak naprawdę trudno jest znaleźć jakiekolwiek wady, ale tak to już chyba jest, gdy pisze się o własnym dziecku 😉 A na koniec nieco nostalgii…


Na (+):

– wysoka jakość wykonania,

– wierne odwzorowanie detali modelu historycznego z lat 50.,

– dokładny, automatyczny mechanizm ETA 2824-2 z funkcją stop-sekundy,

– szafirowe, lekko wypukłe szkło, nawiązująca do modelu historycznego z lat 50.,

– stalowa koperta i tarcza z aplikowanymi indeksami, oraz bardzo wygodna koronka.

 

Na (-):

– brak stylizowanej litery „A” na koronce.

 

Atlantic Worldmaster The Original Automatic

Referencja: 53754.41.93R

Mechanizm: ETA 2824-2 z automatycznym naciągiem

Tarcza: w kolorze ecru z ringiem w kolorze głębokiego fioletu

Koperta: 42mm, stalowa

Szkło: szafirowe, lekko wypukłe

Wodoszczelność: 50m

Pasek: skórzany

Cena: 2 895,00zł